Młodzi grajmowcy w starych betach. Starzy grajmowcy w nowych corvettach.
Tak to z grubsza wygląda w tej chwili. Ojciec chrzestny gra electro, a
reszta gra jak w Stanach. Prawdziwy grime został na podwórkach i ulicach
pomiędzy domkami z brunatnej cegły. Małolaty chodzą do szkoły, albo
kręcą ciemne interesy, a w słuchawkach gra im Roll Deep, czy Kano, na
którym się wychowali. Pirackie radia, fristajle nagrywane na youtube'a i
undergroundowe koncerty dają możliwość zaprezentowania się szerszej
publiczności. Motywują ci, którym się udało, a wizja Wileya
wyciągającego pomocną dłoń jest cichym marzeniem każdego żółtodzioba.
Wielu chce, nie każdy może dlatego szybciutko odpadają sezonowi
zajawkowicze. Wygrywają ci, którzy szlifują flow i nie poddają się tak
łatwo.Gdzieś w tym wszystkim siedzi młody Maxwell z wschodniego LDN. Nagrywa
swoje numery i dużo rymuje z koleżkami na podwórku. Wczoraj matka
przycięła go na paleniu szlugów, więc chyba może pożegnać się z obiecaną
kasą na studio. Gadał ostatnio z jednym znanym raperem na temat featu,
ale ten też chce za to hajs. Najchętniej przytuliłby trochę siana za
wersy i wtedy można by na ten temat porozmawiać, ale to błędne koło. A z
resztą. I tak jak patrzy na wygibasy raperów w TV to nóż mu się w
kieszeni otwiera. Ma na karku naście lat i od środka rozpierdala go chęć
nagrania naprawdę tłustego jointa. Pomysłów mnóstwo, ale gorzej z ich
realizacją. Rzuciłby to dawno, ale coś w środku korci żeby udowodnić
hejterom, że jest czegoś wart. W końcu jest już prawie dorosły, więc
wypadałoby zacząć się tak zachowywać. Zrobić coś dużego, mądrego, a nie
rozbijać się z flaszką po nocnych autobusach. Z drugiej strony życie też
depcze wyobraźnię i rozwiązuje sznurówki kiedy tylko chce się ruszyć za
czymś pożytecznym. Jedyne co pozostaje to determinacja i konsekwentne
dążenie do celu, więc nadal pisze teksty i czeka na swój moment.
Minęło
trochę czasu, a Maxsta swoje wzloty i upadki zamienił na wersy. Nagrał
bardzo liryczny album z dojrzałymi tekstami i ciekawymi spostrzeżeniami
na temat rap-biznesu. Opowiada o czasach kiedy był jednym z tysiąca emce
i co zrobił żeby się z tego tłumu wyróżnić ("Second chance"). Jak
spotkał się z Wileyem ("Talent") i co obiecał matce ("I promise").
Dlaczego warto wrócić do grime'u i kto na scenie jest wart szacunku
("Back to grime"). Jak zachowują się jego rówieśnicy ("Nowadays") i
czemu społeczeństwo go nie rozumie ("They dont understand"). Wszystko
nawinięte naprawdę szczerze i od serca. To co wyróżnia "Maxtape" to
determinacja i potężna siła kryjąca się w słowach rapera. Jeśli jest
osoba, która może wsadzić grime z powrotem na tron, to prawdopodobnie
jest to Maxsta. Otwarcie manifestuje, że nie ma zamiaru naginać swoich
zasad i gustów muzycznych tylko po to żeby zagrali go w telewizji. Tym
samym wybrał trudniejszą drogę, bo gra klasyczny grime, ale w
odświeżonej wersji. Wszystko co do tej pory osiągnął to ciężka praca, a
ciężko zarobione pieniądze wydaje się rozsądniej, dlatego uniknął
napływu wody sodowej do głowy. Jego teksty i treść w nich zawarta to
esencja "Maxtape'u".
Słuchając płyty, każdy stary grajmowiec musi
zmierzyć się z naprawdę poważnym życiowy dylematem. Z jednej strony
Maxsta ryjący łeb co jedną to lepszą linijką, a z drugiej mistrzowskie
bity Rude Kida, Bless Beatsa, Swindle'a, Targeta, czy Danny'ego Weeda.
Klasyczna grime'owa rytmika i instrumentarium. Dużo ostrych smyków i
garażowych basów. Szybkie tempo i mocne uderzenia. Powyciągane niskie
tony, tłuste leady i przebiegi piłokształtne. Nawet wolniejsze i
bardziej wczuwkowe numery, które w wersji grime zazwyczaj wypadają
blado, tutaj zdecydowanie są na plus. Nie ma opcji żeby ogarnąć ten
album za pierwszym razem. Zwłaszcza, że ma tendencję do zawieszania się
na dłuższą chwilę przy poszczególnych kawałkach. Pierwszy, drugi,
trzeci, czy trzynasty odsłuch - każdy jest odkrywaniem czegoś nowego.
Przewijaniem do poprzedniego wersu i katowaniem w kółko dobrego bitu.
"Maxstape" cieszy szczególnie, że to produkcja z datą 2010.
Newsletter
Chcesz być na bieżąco? Nasz newsletter wyeliminuje wszystkie szumy i pozwoli skupić się na tym, co w muzyce naprawdę wartościowe. Zero spamu, same konkrety! I tylko wtedy, gdy faktycznie warto!
Komentarze